chore oczy i język!

Autor w
86
chore oczy i język!

(Mt 7, 1-5)
Jezus powiedział do swoich uczniów: “Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata”.

Jezu mój Ty zawsze coś wymyślisz, te Twoje zasady są takie twarde i takie klarowne, wszystko wszystkim, ale jak nie osądzać w świecie pełnym sadów, i nie tylko tych piłatowych? To takie trudne, sądze dzień i noc, to tego, to tamtego. Wydaje sądy sprawiedliwe i niesprawiedliwe, mam do tego lekki język. To on – język – jest najniebezpieczniejszym narządzem, przez niego idzie wszelkie zło. Jest jak brzytwa która tnie równomiernie. Jest jak siekiera, która rąbie drugiego. Jest jak młot, ktory wali drugiego z całej siły, do krwi. Żeby mój język zmądrzał, żeby była bardziej święty, bo on nawet jak śpi to mlaszcze i nie może się doczeka rana, aby mną rządzić i chlapać na prawo i lewo.

I moje oczy popsute, widzą tylko zło i to na dodatek czyjeś, opanowały to do perfekcji, cwane są, fałszywe. Widzą to, co chcą widzieć, egoistki wredne. Chorują na obłudę. Potrafią czarować i to nieźle. Szkodą, że są ślepe na dobro. Mistrzowie od drzazg, zaślepione belkami pychy…

54321
(11 głosów. Średnia 5 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *