MARUDY...

Autor w
96
MARUDY...

Jezus rozradował się w Duchu Świętym – tak zaczyna się dzisiejsza Ewangelia. Zachęca nas ona do radości. Ile smutasów spotykamy obok nas, ile napiętych twarzy z grymasem smutku, jakiegoś wyrzutu, z czego to wynika? Wynika to ze słabej przyjaźni z Duchem świętym, którego skazali na wygnanie. Ile ludzi, bardzo często take księży, chodzi nadętych, z grobowymi minami, zero uśmiechu, zero radości, zero życia. Majestat majestatów. Powaga powag. Wszystko aż tak poważne, że miejscami śmieszne! Tacy chrześijanie odpychają. Oni wiecznie marudzą, wiecznie jest coś nie tak, wiecznie coś nie pasuje, stale narzekają. Cieżko w ich towarzystwie wytrzymać dłużej niż minutę. I najgorsze jet to, że jest to zaraźliwe.

Nie umiemy się cieszyć z małych codziennych szarych rzeczy. Czekamy na wielkie, a one być może wcale nie przyjdą. Nie potrafimy zachwycić się zachodem słońca, pierwszym śniegiem czy drugim człowiekiem. Za bardzo skupieni na sobie i swoich smutkach zakleszczamy się sami w bólu. A życie jest takie cudowne, jedynie i niepowtarzalne. Jezus nie marudził, nie narzekał, ON cieszył sie życiem, cieszył sie człowiekiem. A jak to wygląda u nas?

54321
(6 głosów. Średnia 4.33 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *