na prawo...

Autor w
104
na prawo...

W dzisiejszej aklamacji śpiewamy słowa: “Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mk 1, 15). Powie ktoś, w koło Macieju, ciągle to samo, ileż można słuchać o tym nawróceniu. Wielki Post minął, już zapomnieliśmy jak wygląda popiół. No właśnie. Tak szybko zapominamy. Może warto by trzymać w jakimś pudełeczku ten popiół i każdego dnia rano samemu sypać sobie na głowę, żeby uświadomić sobie, że potrzebujemy nawrócenia!

Nawrócić się czyli dosłownie zmienić myślenie. Nie myśleć jak telewizja, nie myśleć jak gazeta, nie daj Boże jeszcze te lewoskrętne. Nowrócić się myśleniem na Boga, Ewangelię. Kto chce być prawy i wierny Ewangelii ten idzie prawą stroną. Nie można żyć “na lewo”. Czasem mówi się: “słuchaj załatwiłem ci coś na lewo”, albo ktoś pracuje “na lewo”, nigdy dobrze się to  ie kończy!

Nawrócić się to wrócić do Boga, to znaczy nie zapomnieć drogi do konfesjonału. Jesteśmy ulepieni z tej samej gliny, czy w sutannie czy w mundurze, czy w kitlu, czy w fartuchu. Te same rysy, zadrapania, słabości. Ale ważne, że powiemy sobie wtedy: ja chcę coś zminenić, nie chcę tak dłużej żyć. Już nie będę pił, ćpał, już nie bede właził na te brudne strony, nie będę zdradzał żony, przestanę kraść z zakładu, zerwę tę toksyczną relację itd. Nawrócenie zaczyna się od decyzji, od chęci niegrzeszenia!

Ciekawa histroria za chwilę już świętego Karola De Foucauld, który dosyć długo daleko był od Boga. „Liczą się jedynie przyjemności” – wyznał jako młody człowiek.Pogrąża się w grzechu z dnia na dzień. W swych listach opowiada o tamtym czasie dosadnie: „Straciłem wiarę. Nigdy nie byłem w tak opłakanym stanie ducha. Byłem cały egoizmem, bezbożnością, pragnieniem zła. Byłem jak oszalały. Byłem bardziej świnią niż człowiekiem”. Caly czas czuje się… pusty, zaczyna szukać, fascynują go muzułmanie, uczy się arabskiego, ale to nie to… Szuka dalej. Świątynia przyciąga go jak magnes. „Zacząłem chodzić do kościoła bez wiary, ale tylko tam czułem się dobrze i spędzałem długie godziny, powtarzając dziwną modlitwę »Mój Boże, jeśli istniejesz, daj się poznać!«” – opowiada po latach. I Bóg da mu się poznać. Zostawia stare życie i idzie nową drogą, prawą drogą…

Można w życiu źle zacząć, można, jesteśmy tylko ludźmi, ale warto dobrze skończyć… Bo my ludzie często: “żyjemy za szybko, kochamy za mało, tracimy zbyt wiele…”. Oby nie stracić wszystkiego!

 

54321
(12 głosów. Średnia 4.5 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *