patologie w duchowości!

Autor w
135
patologie w duchowości!

Natknąłm się w internecie na bardzo dobry tekst, warto przeczytać i przemyśleć siebie. Napisał go ks. Bartosz Rajewski

W pandemicznej rzeczywistości z dużym niepokojem obserwuję lawinowy wzrost zagubionych i zalęknionych ludzi, którzy chodzą od kościoła do kościoła, szukając tej jednej właściwej i wymarzonej parafii, w której będą mogli praktykować własne formy pobożności i księdza, który utwierdzi ich w ich błędnych przekonaniach.

Taka pobożność najczęściej wyrasta na prywatnych, często nieuznanych przez Kościół objawieniach i ma charakter wyłącznie pokutny. Wyraża się między innymi w klęczeniu przez znaczną cześć albo nawet przez całą liturgię, przyjmowaniu Komunii św. tylko na klęcząco, częstym przystępowaniu do spowiedzi przy jednoczesnym negowaniu obowiązujących w Kościele norm liturgicznych i krytyce papieża Franciszka.

Tymczasem Jezus mówi do nas: „Dlaczego jesteście tacy zalęknieni i dlaczego wątpliwości budzą się w sercach waszych? Oglądajcie Mnie, bo to Ja jestem! Dotykajcie Mnie i przekonajcie się, przecież duch nie ma ciała ani kości, a Ja mam – jak widzicie! ” (por. Łk 24, 38-39). Od tamtego czasu zmieniło się niewiele. By rozeznać, czy rzeczywiście mamy do czynienia z Jezusem Chrystusem, wystarczy uważnie się przyjrzeć i skonfrontować to, co widzimy z Ewangelią.

Przybywa jednak ludzi, którym nie wystarcza Ewangelia, słuchanie homilii o wartości posłuszeństwa Kościołowi, różaniec czy adoracja Najświętszego Sakramentu. Pragną spotkać się z żywym Jezusem, ale szukają Go albo w nadzwyczajnych przeżyciach („Mnie interesują tylko Msze o uzdrowienie” – mówią) , albo w magicznym traktowaniu pobożnych praktyk („Odmówię 193 różańce i zostanę wysłuchany”), albo w klęczeniu przez całą liturgię („Bo tak powiedział Jezus w objawieniach ks. Pelanowskiemu”).

Coraz częściej wierni nie chcą już „zwykłej” Mszy, ale Mszę o uzdrowienie; „zwykłej” spowiedzi, ale spowiedź „furtkową”; „zwykłej” święconej wody, ale wodę, sól i olej – egzorcyzmowane. Pojawia się coraz więcej księży – specjalistów, egzorcystów, uzdrowicieli, wojowników, rycerzy, namaszczonych lub samozwańczych „guru”, których fani są w nich wpatrzeni bardziej, niż w Pana Jezusa.

Broń Boże, nie mam zamiaru tutaj posądzać nikogo o złą wolę. Zdecydowana większość tych osób wierzy, że w ten sposób zbawią siebie i świat od zła wszelkiego. Nieszczęście jednak polega na tym, że taka zaburzona duchowość nie prowadzi ich w głąb, do autentycznego spotkania z żywym Jezusem, ale do nieustannych wewnętrznych walk, niepokojów i lęków. Taka religijność, zamiast prowadzić do spotkania z miłosiernym Bogiem, staje się nieustanną napawającą lękiem konfrontacją z siłami zła. To swoista patologia duchowości, używając języka nieodżałowanego ks. Krzysztofa Grzywocza, która nie tylko nie prowadzi ludzi do Chrystusa, ale wręcz od Niego oddala, wyprowadzając ich także z Kościoła, od którego nauczania zdecydowanie bardziej cenią nauczanie tego czy innego „guru”.

Czy taki Chrystus, Chrystus Ewangelii jest niewystarczający?

Tymczasem Bóg jest blisko. Nie trzeba się Go obawiać. Nie można traktować Go jak prymitywnego i małostkowego pogańskiego bóstwa, które ukarze człowieka, gdy ten nie padnie przed nim na kolana. Nasz Bóg ma Ciało, Krew, Kości. On chce, byśmy Go dotknęli. „Dotknijcie się Mnie” – mówi. Możemy kawałek Jego Ciała poczuć na naszej dłoni w czasie Komunii św. Mówi do nas w swoim Słowie. Cały czas powtarza: „Nie bójcie się!”. Napełnia nasze serca pokojem. Jest obecny w swoim Kościele, w naszych siostrach i braciach. Jest Emmanuelem – Bogiem z nami. Spotkanie z Nim zawsze rodzi pokój, a nie lęk; radość, a nie smutek; szczęście, a nie frustrację; ukojenie, a nie nerwicę.

Nie potrzeba prywatnych objawień. Wystarczy czytać Ewangelię, by zobaczyć, że Jezus był i jest tym, kto rozumiał potrzebę ludzkiego szczęścia i z radością podarował wino na ślub ubogich przyjaciół. Kto rozumiał ludzki ból i potrafił płakać przy grobie przyjaciela. Kto przygarniał dzieci. Kto wielokrotnie brał udział w połowie ryb, sam ich nie łowiąc. Kto stanął w obronie grzesznej kobiety, gdy inni chcieli ją ukamienować. Kto wykonał pracę niewolnika i umył uczniom nogi w czasie uczty. Kto tak bardzo chciał być naszym przyjacielem, że oddał za nas swoje życie. Kto po zmartwychwstaniu przyniósł uczniom pokój, a nie strach i jadł z nimi przy ognisku pieczone ryby. Czy taki Chrystus, Chrystus Ewangelii jest niewystarczający? Czy naprawdę trzeba szukać „nowego” Chrystusa w coraz to nowych objawieniach?

54321
(11 głosów. Średnia 4.27 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *