różaniec!

Autor w
167
różaniec!

“I znowu ten różaniec, i znowu tak długo klęczeć” – powiedział jeden mniejszy ministrant, któremu ta modlitwa kojarzy się z trzydziestominutową “męka”. Coś w tym jest. Miesiac październik jest w sposób szczególny dedykowanty modlitwie różańcowej, ale przecież każdy miesiąc, każdy dzień jest dobry na modlitwę. Muszę przyznać się bez bicia, że różaniec jest dla mnie też “męką”, to najtrudniejsza modlitwa, która idzie mi najciężej. Walczę w myślach by się skupić, zastanawiam się która to “zdrowaśka”, myśli biegną w stronę różnych spraw . Takie zeza w myślach mam. Gdy wieczorem sięgam bo różaniec przed snem to wiem, że jest on dobrym “usypiaczem”, i wtedy nie martwię się tylko zasypiam w ramionach Maryi w rytm powoli gasnących “zdrowasiek”.

Czy jest jakaś tchnika by odmawiać go dobrze? Kiedyś zapamamiętałem mądre zdanie, nie pamiętam autora, mianowicie, że modlitwy nauczymy się przez modlitwę, modląc nauczymy się modlić. Tak też różańca nauczymy się… odmawiając różaniec. Nie trzeba się zniechęcać, denerwować, po prostu robić swoje – odmawiać, a ONA też zrobi swoje! Myślę sobie, że może ta modlitwa jest taka trudna, że trzeba o nią zawalczyć, ponieważ kryje za sobą ogromne owoce, łaski.

Gdy myślę o różańcu to widzę swojego poczciwego śp. Dziadka, on kilka razy dziennie trzymał w spracowanych dłoniach tę “broń”, modlił się siedząc w fotelu, obok stała figura Maryi, zapalona świeczka, krzyż i kwiaty. Patrząc na Dziadka zastanawiałem się czemu on tyle czasu poświęcał na różaniec, “przeszedł na nim” setki kilometrów, sam Bóg jeden wie ile. I dziś wiem, że modlił się za nas, za rodzinę, za mnie. Nigdy nie skąpił czasu na modlitwę. Nigdy.

W kieszeni mamy często telefon, kasę, chusteczki, a nie ma tam miejsca na różaniec, dlatego jesteśmy tacy słabi. Nie wyciągamy go w autobusie, pociągu, aucie, wstydzimy się, to obciach przecież. Nie chcemy, żeby ktoś nas widział modlących się, a przecież to może być stara “nowa ewangelizacja”. Trzymać się różańca to być bezpiecznym. Noszę różaniec na szyi, bo ciągle go gubię, jest on świadectwem, a jednocześnie wiem, że MARYJA na tym “świetym sznurku” mnie trzyma. Rozłożyłem sobie różaniec “na raty”, odmawiam w różnych porach dnia, po dziesiątce, pomaga.

Piękny pomysł podusnęła mi jedna uczennica, żeby w szkole na długiej przerwie w sali religijnej odmawiać różaniec, sprawdziło się, odmawiamy dziesiątkę. przychodzą młodzi, chcą się modlić, mają intencje i poobijane serce przez wiele spraw, ale mają też nadzieję w Maryi. Mówi się często, że to pięć minut modlitwy nas nie zbawi, a może jednak, może ZBAWI… na pewno zbawi.

54321
(15 głosów. Średnia 5 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *