w bólach...

Autor w
221
w bólach...

(Mk 4,26-34)
Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Nasionko, ziarenko, gorczyca – niby nic, takie małe, niepozorne, a jednak… Rośnie po cichu, powoli, niewidoczne dla oka. Rośnie w siłę, nie w blasku fleszy, ale pokornie. Tak się rozwija Królestwo Boże, taki jest styl nieba. Tak jest też w naszym życiu duchowym, ono rośnie powoli, małymi krokami, nia na “łapu capu”, nie “na już”, czy “na wczoraj” jakbyśmy chcieli. To orka, żmudna, podlana łzami, potem, a nawet krwią. To czasem smak suchej spękanej ziemi, która wydaje się, że już nic nie urodzi.

Duchowośc to małe kroczki w kierunku Boga. To wierność codziennej modlitwie, nie tylko odklepanej, żeby było z głowy i żeby “bozia” się nie przyczepiła. To słowa Pisma świętego wzięte na serio do serca, a nie tylko Biblia leżąca i zbierająca kurz w szufladzie. To praktyka miłości bliźniego na codzień, a nie tylko w Boże Narodzenie. To wzięcie krzyża każdego dnia, a nie tylko w Wielki Piątek. To przyjęcie choroby, niezrozumienia i wytykania palcami. To bycie zapomnianym, a nie hołubionym. To prześladowanie od “swoich”, nie zawsze obcych. To żmudne, monotonne podążanie za Nim. To nie liczenie na duchowe fajerwerki, ale często na niewypały i rozmaite porażki. To nie  stanie z podniesioną głową i przyjmowanie laurów i oklasków, ale często zwieszona głowa i poczucie “skopania”. W taki sposób rośnie Królestwo Boże w nas, rodzi się w rozmaitych bólach. Tylko takie Królestwo jest warte “zachodu”.

54321
(12 głosów. Średnia 5 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *