chrzest i co dalej?

Autor w
92
chrzest i co dalej?

W każdym kościele znajduje się “miejsce”, gdzie, gdyby cytować św. Jana Pawła II “wszystko się zaczęło”, a na pewno zaczęło się nasze życie duchowe. Często chczcielnica stoi w kościele gdzieś na uboczu, traktowana trochę po macoszemu, nawet z niej nie chrzcimy, wolimy “kubeczki, miski” tudzież inne naczynia kiepsko imitujące chrzcielnicę. A szkoda… Gdy święty Papież przyjeżdzał do Wadowic zawsze wędrował w stronę chrzcielnicy, klękał, opierał głowę i medytował, potem całował ją za czcią i wstawał. Ten “znaczący mebel” w kościele przypomina nam o naszym chrzcie. Choć jako dzieci nie pamiętamy nic z tego, to jednak zostało pewnie kilka fotpgrafii i opowiadania rodziców, dziadków, chrzestnych.

Gdyby po mszy świętej niedzielnej czekał za drzwiami kościołana na nas reporter i zapytał: “co daję ci chrzest?”, co byśmy odpowiedzieli? “no co daje mi?”, no właśnie, co daje? Pewnie byłoby spore zakłopotanie! Przeczytajcie pewne opowiadanie:

W jednym z miast portowych żył sobie pewien ubogi mężczyzna, który nie umiał czytać ani pisać. Codziennie siedział on przy wejściu do portu i tam żebrał. Często marzył o przepięknej wyspie, gdzieś daleko w morzu, gdzie by mógł popłynąć i spędzić tam resztę swojego życia. Przeszkodą do realizacji jego planów nieustannie był brak pieniędzy, ponieważ zawsze wyżebrał on tylko tyle, co zaledwie wystarczyło mu na jedzenie. Pewnego razu owego mężczyznę jednak zauważył jakiś bogaty człowiek i po krótkiej rozmowie, zdecydował się kupić temu mężczyźnie bilet na statek. Mężczyzna bardzo się z tego powodu ucieszył. Miał przy sobie trochę jedzenia i wody, pospiesznie więc wszedł na pokład statku, gdzie już zgromadzona była wielka liczba innych pasażerów. Byli to ludzie różnego wieku, pochodzenia i koloru skóry. Nikt jednak na niego nie zwracał uwagi, nikt się do niego nie odezwał, nikt nie powiedział mu dokąd ma iść. I po co. Wszystkie podstawowe informacje przecież zawarte były na bilecie. Niestety mężczyzna nie umiał czytać. Przechodząc obok pasażerów z oczami skierowanymi w dół postanowił jak najszybciej sam sobie znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce na statku. Po chwili znalazł żelazne drzwi i gdy je otworzył zobaczył schody wiodące w dół. Poszedł więc w tym kierunku i za chwile znalazł się w kotłowni w której znajdowała się ogromna ilość węgla. „Tutaj na pewno będzie mi dobrze i ciepło”, pomyślał sobie mężczyzna i schował się w jednym z ciemnych kątów kotłowni. W kotłowni naprawdę było gorąco a spanie na węglu nie przeszkadzało mu za bardzo, ponieważ był on przyzwyczajony do spania byle gdzie. Z czasem jednak jego zapasy jedzenia i wody zaczęły się powoli kończyć. A gdy w końcu statek dotarł do celu i jeden z maszynistów sprawdzał zapasy węgla, znalazł on w kotłowni ledwo żyjącego, wychudzonego i nieogolonego mężczyznę, który trzymał w ręce małą pogniecioną karteczkę. Maszynistą wziął ją do ręki popatrzył na nią i po chwili ze zdziwieniem zapytał owego mężczyznę: „I dlaczego pan nie mieszkał w kajucie na górze? Przecież pana bilet zawiera w sobie możliwość korzystania ze wszystkiego, co nasz statek może zaoferować. Czy nie zechce pan przynajmniej zobaczyć to wszystko?” Mężczyzna zgodził się i po chwili już obaj wychodzili na pokład statku. Mężczyzna przez jakiś czas nie mógł patrzeć ponieważ światło słoneczne raziło jego oczy. I gdy mniej więcej zaczął on powoli coś widzieć, maszynista pokazał mu całe wyposażenie statku: luksusowe kajuty, przepiękne salony, baseny i sale gimnastyczne, kino i teatr i luksusową jadalnie z jedzeniem o jakim nigdy mu się nawet nie śniło. „I co pan na to powie?”, zapytał z szczerym uśmiechem maszynista. Mężczyzna jednak nic nie odpowiedział ale po chwili w jego oczach pojawiły się łzy. Uświadomił sobie bowiem, iż z tego wszystkiego mógł skorzystać. On jednak przez cały czas żył na statku jako największy żebrak bo nikt mu nie powiedział, jakie możliwości zawiera jego bilet.

Mamy w rękach “bilet” chrztu, który daje nam tyle możliwości…my nawet nie potrafimy z nich skorzystać. Ileż “duchowych luksusów” oferuje nam kosciół, my jednak wolimy pozostać na etapie “duchowego żebraka”, któremu wystarczy stwierdzenie, że jest wierzącym chrześcijaninem i nic dalej… To tak jakby ktoś dał nam dożywotni karnet na stołowanie się w najlepszej restauracji Geslerowej, a my byśmy siedzieli z tyłu restauracji przy śmietnikach i zadowalali się resztkami, ochłapami…Jest jakiś sens w tym?

Jednakże samo to, że mamy w ręku ten bilet, nic nie daje. Chrzest nie działa z automatu. Jak mamy w domu receptę na lek czy to gwarantuje nam zdrowie? Ależ skąd! Trzeba pójść do apteki, zrealizować receptę, zapłacić i zażyć lek… Tak sam z chrztem, trzeba “realizować” go w kościele podejmując konkretny styl życia inaczej wszystko psu na budę, będziemy wegetować w tej nędznej “kotłowni”… Gdyby żył papież Wojtyła dziś zawołałby do nas Polaków: “Polacy, co wyście zrobili ze swoim chrztem?”

54321
(7 głosów. Średnia 5 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *