ja bartymeusz!

Autor w
115
ja bartymeusz!

(Mk 10, 46b-52)
Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: “Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! “Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: “Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i rzekł: “Zawołajcie go”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: “Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: “Co chcesz, abym ci uczynił?” Powiedział Mu niewidomy: “Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: “Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Bartymeusz. Co o nim wiemy? Niewiele, poza tym, że był żebrakiem i ślepcem, nieszczęścia chodzą parami. Może czuł się wyrzutkiem, kimś na kogo nie warto spoglądać, jednakże uczy on nas dzisiaj zdeterminowania, nie poddawania się. To jest człowiek, który “skorzytał z okazji”, słyszał, że przechodzi blisko Jezus. Ile razy w życiu korzytamy “z okazji”, rozmaite wyprzedaże, black friday, potrafilmy kilometry zrobić, aby kupić jakiś ciuch, sprzęt itd. Z okazji, tych dobrych, należy korzystać. My mamy “okazję” codziennie spotykać się z Jezusem, jednak z tej okazji korzytsać nie chcemy.

Bartymeusz był ślepy, ale czy to nie także nas toczy rak ślepoty? Jesteśmy ślepi na krzywdę drugiego człowieka, nie widzimy i nie chcemy widzieć tego co dzieje się tuż za ścianą, obok. Nie widzimy, że sąsiad leje sąsiadkę,a ona zastraszona milczy, nie widzimy co dzieje się chociażby na granicy białorusko-polskiej, jak dzieci, kobiety cierpią, są traktowani jak “karta przetargowa” w brudnej i bezlitosnej polityce, niejednokrotnie polityce odczłowieczonej. Wolimy komentować to zza kocyka popijac herbatę z miodem i cytryną będąc na “nie” bo nie i tyle. Jesteśmy ślepi na wykorzystywanie i mobbingowanie pracowników, na układy i układziki, które się dzieją obok.

Jesteśmy także żebrakami jak ten Bartymeusz. Codziennie żebrzemy o ochłap dobrego słowa, uśmiechu, docenienie, pochwalenia. Żebrzemy o podwyżkę w pracy, o akcepteację, o kawałek przyjemności cielesnej., żebrzemy o uwagę, Dzieci żebrzą o obecność rodziców, a rodzice mówią: “wszystko masz, komputer masz, najnowszy telefon masz, pieniądze masz, i tak dalej wylicza. W końcu dziecko odpowiada: “ale was nie mam, nie mam najważniejszego, rozmowy, miłości, obecności. Współcześni żebracy siedzący na drogach świata.

Bardzo ciekawa jest postawa “uczniów”, tych, którzy szli za Jezusem. Wydawałoby się, że to pobożni , porządni i dobrzy ludzie. Nie zawsze. Pozory mylą. Próbują uciszyć tego biedaka, żeby Jezusowi nie zawracał głowy. Jednak on nie daje za wygraną, woła głośniej. A my tak szybko się czasem poddajemy, kapitulujemy. Obok nas pełno takich “uczniów” Pana. Praktykujących, ale niewierzącyh. Doradzających nam po co się tyle modlimy, po co latamy do kościoła, po co słuchamy “mafii w sukienkach”, po co pielęgnujemy te religijne zabobony! Wierzący! Ale w co, w kogo? Chyba nie w tego samego Boga…Pamiętaj jak kiedyś przyjechał biskup na parafię i zakręcił się obok jakiś podchmielony facet, w jednej rękę miał reklamówkę, w drugiej jakieś urwane polne kwiaty, gdy chciał się zbliżyć do biskupa, proboszcz go skutecznie odepchnął, no bo co jakiś tam typ będzie zawracał głowę biskupowi. “Z czym do ludzi”, ten meżczyzna-współczeny Bartymeusz przyszedł z kwiatami i pewnie połamanym życiem, może chciał zagadać, nie był groźny, nie wyglądał na terrorystę. Nie dano mu takie możliwości. Potrafimy skutecznie zablowkować ludziom dostęp do Boga. Czy o to chodzi?

W swoim żcyiu słyszałem wiele krzyków w stronę Boga, takich krzyków rozpaczy, krzyków niemocy, krzyków wypływających z serca. Warto krzyczeć w stronę Boga. Oby odmroził nasze serca i oczy, oby wlał w nie więcej wrażliwości.

54321
(14 głosów. Średnia 5 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *