panie przodem...

Autor w
109
panie przodem...

(Łk 5, 27-32)
Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: “Pójdź za Mną!” On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych ludzi, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: “Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?” Lecz Jezus im odpowiedział: “Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników”.

“Odwieczny” problem tamtych i współczesnych faryzeuszów i uczonych: dlaczego Jezus i Jego ekipa zadaje się z grzesznikami? Przecież to nie wypada, to godzi w godność “bezgrzesznych, czystych, sterylnych, kryształowych”. Jak przeogromna pycha musi mieszkać w człowieku, który myśli takimi kategoriami. Tał łatwo podzielić ten świat na grzesznych i “bezgrzesznych”, dobrych i złych, wierzących i pogan, jak łatwo zaszufladkować i jednocześnie zranić drugiego “w imię Boga”. Jezus kocha być blisko grzesznika, to jest Jego misja. Przyprowadzenie powalonych przez grzech zawsze dokunuje się w wolności, subtelności i delikatności, nigdy gwałtem ani siłą.

Tak się składa, że to grzesznicy wchodzą przed tymi, którzy pewni byli, że wejdą pierwsi. Przypomina mi się historia jaką snuł ojciec Badeni:

Opowiadałem kiedyś takiej jednej kobiecinie w Hermanicach, że miałem wizję.

— Oooo, wizję ojciec miał — rzecze pani.

— Tak, widziałem wielką złotą bramę do nieba. — Pani zaczęła słuchać z uwagą.

— Przed bramą stoi archanioł bardzo groźny — ciągnę dalej. — Obok niego święty Piotr potulny, wesolutki z kluczami sobie chodzi. Nagle zza horyzontu wychodzą biskupi parami. Idzie procesja prosto do nieba — mitry, pastorały błyszczą! Zatrzymuje ich nagle św. Piotr:

— Prosimy tutaj mitry zdjąć. Aniołek da numerek i do szatni z tym pójdzie. Pastorały też do szatni proszę.

Jeden z biskupów miał taki nowoczesny posoborowy pastorał z trzech części skręcany. Rozkręca, rozkręca… nie udało się. Aniołek zabrał go jak stał i do szatni zaniósł. Biskupi idą dalej śmiało bez mitr, bez pastorałów… Nagle św. Piotr blednie. Biskupi tylko słyszą słowa Rybaka:

— Słucham, słucham… Przecież nie pisałem Ewangelii, nie pisałem, ale znam Ewangelię. Święty Marek, Mateusz, Łukasz i Jan, oni pisali, mnie nie kazano….

— O co chodzi? — myślą biskupi. — Do kogo on mówi?

Apostoł dostał reprymendę od Najwyższej Instancji. Podnosi się z kolan i zaczyna ustawiać procesję biskupów:

— Proszę, proszę zrobić tu wolne miejsce, wolne miejsce. Tam jest rower, niech ksiądz biskup na niego nie wpadnie… i murek. Proszę, ksiądz biskup tutaj stanie.

Wszyscy biskupi stoją. Zza horyzontu widać wielką czerwoną latarnię. A spod niej wszystkie panny: tup, tup, tup, tup… prosto do nieba idą! Święty Piotr wita je i mówi:

— No, cieszę się, że panie dały radę! Były pewne trudności z zarobkowaniem. Oczywiście, to nie było dobre, ale trudno… Bardzo proszę, panie przodem.

Ojciec Joachim nie powiedział nigdy, co stało się z ową panią. Czy się zgorszyła, czy uwierzyła? Badeni sekret zabrał do nieba. Ale opowiadając kiedyś ten dowcip wspólbraciom, dodał istotny komentarz:

Z niebem jest bardzo dziwnie. Z tej historii wynika, że Syn Boży jest miłosierny i dlatego panny poszły pierwsze. Biskup, który żył, dysponując wszelkimi wygodami, głosił Słowo Boże jak umiał i był bardzo solidny, nie doświadczył tego rodzaju osobistej tragedii, jak owe prostytutki. Ale czy z tego wynika, że panna, która się puszcza, jest lepsza od biskupa? Nie. Ale tam, gdzie jest większa nędza, jest większe miłosierdzie.

Święte słowa, że nie potrzebują lekarza zdrowi… Jezus to rozumiał i ojciec Badeni także, a my?

 

54321
(6 głosów. Średnia 4.33 z 5)
Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *